
Cel wyprawy
     
Celem wyprawy jest zdobycie szczytu Aconcagua (6962m n.p.m.). Góra ta należy do "Korony Ziemi" i jest najwyższym szczytem na Ziemi znajdującym się poza Azją. Aconcagua leży w Ameryce Południowej w argentyńskiej prowincji Mendoza i leży w najrozleglejszych górach świata - Andach. Do granicy z Chile jest ok. 15 km.
Aconcagua
     
Inaczej Aconcagua to Cerro Aconcagua, natomiast tłumaczenie z języka keczua daje nazwę - Kamienny Strażnik. Nazwa ta wzięła się stąd, że na szczyt jest ubogi w śnieg - ze względu na swoje położenie geograficzne, co nie oznacza, że panują tam wysokie temperatury. Temperatura jaka oscyluje tam w lecie to od -10 do -20 stopni, ale może spaść nawet do -30, a bardzo silnie wiejące tam wiary potęgują uczucie zimna. Zimno to w połączeniu z wiatrem jest bardzo często przyczyną odmrożeń. Aconcagua zbudowana jest głównie z granitów i tworzy masyw o długości ok. 60km. Sceneria jak tam panuje to wszechogarniająca pustka, dzięki stromym i jałowym zboczą. Strażnik sprawia wrażenie bardzo dużej niedostępności i niegościnności, a prawdziwa surowość terenu zaczyna się na granicy 4000m n.p.m. gdzie zanika roślinność. Ze względu na specyfikę miejsca Aconcagua jest odwiedzana praktycznie tylko przez wspinaczy oraz wojsko i należy dodać, że jest to góra, która daje świetną aklimatyzację i przygotowanie przed zdobyciem Mont Everestu. Ze względu na wysokość należy z rozwagą przeprowadzać aklimatyzację aby nie nabawić się choroby wysokogórskiej.
     
Pierwszą osobą która postawiła nogę na szczycie był Szwajcar Matthias Zurbriggen a stało się to 14 lipca 1897. Polacy dotarli na szczyt trochę później bo w roku 1934. Wtedy to szczyt zdobyli: Stefan Daszyński, Konstanty Jodko-Narkiewicz, Stefan Osiecki, Wiktor Ostrowski a ich wejście było ósmym w całej historii pokonania Kamiennego Strażnika. Pomimo tego że grupa ta dokonał ósmego wejścia to wesli poraz pierwszy na szczyt od strony wschodniej, przez lodowiec, który został nazwany na ich cześć Lodowcem Polaków.
Projekt
     
Aktualnie nasza grupa podjęła projekt wyprawy na Aconcaguę. Taka wyprawa wiąże się oczywiście z pewnymi kosztami.
Odpowiedni sprzęt i ekwipunek oraz koszty przelotu i dostania się na miejsce to podstawowe wydatki związane z wyprawą. Pokrycie całego budżetu przez indywidualnego
uczestnika może stanowić pewien problem. Szacuję, że łączny koszt wyprawy powinien zamknąć się w kwocie ok. 8.000 zł na osobę. Dlatego też zwracam się z prośbą
o pomoc w sfinansowaniu kosztów uczestnictwa w wyprawie, która wg założeń powinna potrwać 3 tygodnie. Będę wdzięczny za każdą okazaną pomoc w realizacji
projektu. Wyprawa odbędzie się w lutym 2010 roku.
Plan wyprawy
     
Nasz plany wyprawy zaczyna się do początku lutego kiedy to zamierzamy wylecieć z kraju. Cała podróż na trwać trzy tygodnie i możemy podzielić ją na trzy zasadnicze etapy.
Etapem pierwszym jest wylot z Polski, przylot do Chile (Santiago), przejazd do Argentyny (do miasta Mendoza), załatwienie pozwoleń i dojazd do bram Parku Narodowego Aconcagua.
Drugim etapem jest w gruncie rzeczy poruszanie się na terenie Parku, czyli aklimatyzacja, rozbijanie poszczególnych baz, atak szczytowy i wyjście z Parku.
Etap trzeci i ostatni to droga powrotna do Polski, czyli przejazd do Santiago i przylot do polski. Etap ten może być nieco bardziej urozmaicony w zależności od warunków pogodowych jakimi przywita nas Strażnik. Jeśli sprawienie zdobędziemy szczyt i zostanie nam trochę czasu to przeznaczymy go na zwiedzanie.
Nasz plan wyprawy powinien zagospodarować zapas czasu, który pozwoli zdobyć szczyt nawet jak będzie kapryśna pogoda - ewentualnie nie będzie zwiedzania.
Program wyprawy:
1 dzień - przylot do Santiago de Chile. Tego samego dnia wyjazd do Argentyny (autobus nocny)
2 dzień - przyjazd do Mendozy w Argentynie (załatwienie pozwoleń, zakupy), przejazd do Puente del Inca i nocleg
3 dzień - wejście do Parku Narodowego Aconcagua, marsz doliną Horcones do Bazy Plaza de Mulas (4200m n.p.n.), nocleg
4 dzień - 5 dzień - aklimatyzacja - wymarsz na peniteny, pobliskie góry
6-16 dzień - akcja górska - wynoszenie depozytów, zakładanie obozów, atak szczytowy
17-18 dzień - likwidacja poszczególnych baz i obozu w Plaza de Mulas, zejście do Puente del Inca
19 dzień - powrót do Chile, do Santiago
20 dzień - dzień rezerwowy
21 dzień - powrót do kraju
Sponsorzy indywidualni:
Łukasz Łagożny:
     
     
     
10.03.2010 - Wszyscy uczestnicy wyprawy są już w Polsce! Udało się powrócić bezpiecznie mimo przeciwnościom natury. Pozdrawiamy czytelników - zespół Aconcagua 2010!
03.03.2010 - Wiadomości z Argentyny (pisze Ronc): "Po 24h dotarliśmy dziś do Buenos Aires- cała czwórka( Żaba, Pasza, Szuwar i ja). Na dworcu podszedł do nas miły naganiacz, który zaoferował gratisowy transport taksóweczką do hosteliku i tym sposobem siedzimy w centrum miasta w naprawdę fajnym hostelu z wieloma osobami z całego świata. Trochę zmęczeni jesteśmy po długiej podróży, ale już zadowoleni, że jutro (przynajmniej Szuwar i ja) spływamy stąd do Madrytu. W piątek wylatują z Buenos Żaba i Pasza. Wszyscy zdrowi i w lepszych humorach, szczęśliwi, że Chile już daleko za nami. Jutro czeka nas miły dzień poświęcony na zwiedzanie Buenos oraz smutna chwila przy rozłące zespołu, ale wszyscy mamy nadzieję na rychłe, wspólne spotkanie na polskiej ziemi."
03.03.2010- Wiadomości z Argentyny (pisze Szuwar): "Jesteśmy w Buenos Aires. Autobus był spóźniony 4 godz i to głównie ze względu na odprawę na granicy, którą już tak dobrze znamy... Byliśmy znowu w Mendozie, ale tym razem naweet nie wysiadaliśmy z autobusu. Przyjechaliśmy dzis rano do Buenos, mamy już hostel, tańszy niż dach w Mendozie i bardzo fajny:) mają stół bilardowy i połowę tańsze piwo... Idziemy za chwilę na stadion Boca Juniors, gdzie piłkę kopał sam Maradona, później na steka i jakoś czas zleci... Jutro wieczorem, czyli 4.03 o 22. ja i Ronc lecimy do Madrytu, a dalej do... Londynu i tam złapie nas nocleg, a w sobotę powinniśmy być w Polsce... Janek i Żaba startują z Buenos 5 marca. Nocują w Madrycie, więc w Wa-wie będą w niedzielę (tydzień później niż planowo). Nie zmienia to faktu, że nadal trzymamy sie nieźle... Nie mam info co z resztą, mieli iść do swojego operatora linii lotniczej LAN, ale nie znam wyników ich działań ani dalszych decyzji...Na razie to tyle. Godziny i daty które podałem są pod znakiem zapytania jak wszystko w ostatnim czasie. Niby w Argentynie wszystko jest ok. Tylko tyle, że patrzą tu na nas na wieść o tym że wracamy z Chile i przeżyliśmy trzęsienie jak na przybyszów z linii frontu, ale nie ma się co dziwić. Właśnie dostaliśmy informacje, że w santiago wprowadzono godzinę policyjną. Innymi słowy wygląda na to, że to był dobry moment żeby spadać...Trzymajcie kciuki... będziemy tego potrzebować do samego końca. Każdy ma wrażenie, że coś jeszcze pójdzie nie tak, czekamy tylko co... obyśmy się mylili... :)"
02.03.2010- Wiadomości z Chile (pisze Szuwar):
"Sytuacja na chwilę obecną wyglada tak... nie ma szans, aby lotnisko ruszyło przed piątkiem, w związku z tym staramy się o zamianę miejsca wylotu na wylot z Buenos Aires i jeśli tylko linie się na to zgodzą to pakujemy się w autobus i pędzimy w poprzek kontynentu do Buenos i miejmy nadzieję dalej już bez przeszkód do Polski. Ja i Ronc mieliśmy bilety na tanie linie z Londynu na które już na pewno nie zdążymy, co w obliczu całego zamieszania zeszło na dalszy plan, ale nie da się ukryć, że to kolejne kilkaset pln w plecy, a takich mamy już kilka.... Każdy nocleg w Santiago to większy wydatek niż nasz ukochany dach w Mendozie... wracamy do niego z sentymentem. Tymczasem śpimy w 7 osób w pokoju 4-osobowym. ściany są całkiem spękane, tynk się sypie, ale jakoś się trzymamy. Jutro będziemy wiedzieć czy opcja Buenos przeszła czy nie i co dalej. Generalnie byliśmy dziś w konsulacie gdzie doradzono nam, aby spadać z Chile najszybciej jak to możliwe, ponieważ tu sytuacja może się tylko pogorszyć... Wobec takich rad trzymamy kciuki za elastyczność Iberii i mamy nadzieję, że już jutro będziemy w drodze do Buenos, ale obserwując wydarzenia ostatnich dni i jak wszystko się szybko zmienia nie chcę na nic się nastawiać... Trzymajcie kciuki!!!"
01.03.2010- Wiadomości z Chile (pisze Krzysiek):
"Wreszcie jesteśmy wszyscy razem - czyli 7 osób.
Wbiliśmy się do 5-osobowego (4 łóżka) pokoju w hotelu. Wszędzie widać ślady trzęsienia ziemii, a co najgorsze jak na razie lotnisko w Santiago nie jest jeszcze czynne. Po trzęsieniu w Santiago nie działały telefony komórkowe, więc na początku mieliśmy problemy się spotkać. Chłopaki (R, S, P i Z) przeżyli trzęsienie na wybrzeżu. Ja przeżyłem dokładnie na granicy, kiedy stałem do okienka. Najpierw trzęsło dość słabo, ale po chwili coraz mocniej. Ludzie zaczęli zachowywać się nerwowo. Celnik wyszedł na środek i powiedział pewnie coś w rodzaju - bez panik, powoli opuszczamy obiekt. W tym momencie zaczęło już nieźle wręcz bujać. Pogasły swiatła, lampy już się nieźle bujały. Wstrząsy były coraz silniejsze. Ostatnie momenty były tak mocne, że musiałem się koncentrować, żeby utrzymać się na nogach.
Udało mi się opuścić budynek przejścia, ale nogi miałem z wrażenia naprawdę miękkie. Widziałem w świetle księżyca pobliską górę w otoczeniu pewnie pyłu unoszącego się ze zwaliska kamieni - było słychać potężny szum świadczący o tym, że nadal lecą z tej góry kamienie. Ludzie plakali. Żeby tego było mało, pojechałem nad Ocean do Valparaiso. Chodzę sobie spokojnie po mieście, a tu nagle widzę jak ludzie zaczynają w pośpiechu biec w stronę wzgórz. Wskakują do (i na) auta, do busów. Pędzą, panika, wrzaski, klasony. Oczywiście też biegłem w stronę wzgórz. Był to alarm tsunami. Mamy tu niezły kocioł."
28.02.2010- Po trzęsieniu ziemi w Chile. Są informacje, że w czasie trzęsienia ziemi w Chile cztery osoby z ekipy przebywały w Santiago de Chile (Ronc, Pasza, Szuwar i Żaba). Na szczęście wszystko z nimi jest w porządku. Mieli wylatywać dzisiaj, ale ponieważ loty są odwołane najprawdopodobniej wylecą w czwartek. Pozostała część ekipy przebywa w Argentynie (Aga, Grzesiek, Krzysiek). Grzesiek wysłał sms-a, że w Argentynie trzęsienie było odczuwalne przez minutę.
25.02.2010- Pierwsze trzy osoby szczęśliwe, ale z przygodami wrociły do kraju: Łukasz, Seba i Michał. Czekamy na resztę!
22.02.2010- Wszyscy zeszli z gór - zakończyła sie akcja górska, teraz tylko wiedzanie...
19.02.2010- Żaba i Ronc stanęli na szczycie. Szczegóły po powrocie. Pozdrawiamy:)
20.02.2010 - Dzisiaj wieczorem do Mendozy dotarła część ekipy w składzie Aga, Szuwar oraz Krzysiek. Oto ich historia: 09.02. Część ekipy wnosi depozyty do obozu nr 1 (Canady). 10.02. Szuwar i Krzysiek wnoszą depozyty do Canady i zostają tam na noc. 11.02. Szuwar i Krzysiek zakładają razem z Michałem, Żabą (Paweł) i Paszą (Jan) obóz II w Kondorach, po czym schodzą do Base Camp. 12.02. Wieczorne wyjście Szuwara i Krzyśka do I. 13.02. Spotkanie dwóch ekip między I a II i wymiana informacji. Nocleg w II z Michałem, Żabą i Paszą. 14.02. Wyjście aklimatyzacyjne Szuwara, Krzyśka, Michala i Paszy do Berlina. Pozostawienie tam namiotu. 15.02. Cała piątka w dobrych nastrojach wychodzi do obozu III (Berlin) i błyskawicznie rozstawia namioty. 16.02. Nad ranem na atak decydują sie Szuwar, Krzysiek i Michał, jednakże ten ostatni po chwili wycofuje sie, by za jakiś czas zaatakować z Paszą. Ci pierwsi zdobywają szczyt ok. 15, a druga grupa koło 16. 17.02. Nocleg w Berlinie. Wieczorne zejście Szuwara i Żaby do II, a Krzyśka aż do Base Camp z informacjami. Pasza i Michał zostają w III. 18.02. Schodząc do base Camp Szuwar spotyka Ronca, który zaczyna na poważnie akcję górską. 19.02. Michał i Pasza dochodzą do Base Camp. Żaba i Ronc zostają w górach.
15.02.2010 - Lukasz razem z Grześkiem zeszli z Plaza de Mulas do Puente del Inca i tu nocowaliśmy. Zejście stamtąd zajęło nam 7h z plecakami ważącymi ok. 25-30 kg. Zwiedziliśmy okolice i stopem udaliśmy się do Mendozy, gdzie spotkaliśmy Sebę. Pozostała część grupy kontynuuje akcję górską.13.02.2010 - Rano Żaba wyszedł od razu do obozu 2 gdzie spotkał się z resztą. Po południu doszedł do Plaza de Mulas (base camp) Ronc. Wieczorem zeszli Seba, Aga i Grzesiek. Seba udał się do lekarza, który założył mu kołnierz na kark i zdecydował o transporcie do szpitala w celu profilaktycznych prześwietleń. Na dole karetka przetransportowała go do szpitala oddalonego o 100km od wejścia do parku. Po prześwietleniach okazało się, że wszystko jest ok.
12.02.2010 - Łukasz razem z Grześkiem zdobyli Aconcaguę!!! Było ciężko, wiał wiatr. Ale nic nie przebije tych wrażeń i widoków, chociaż nie obyło się bez problemów. Ale od początku. O 5 rano rozpoczęliśmy atak szczytowy w dwóch zespołach: ja i Grzesiek oraz Aga i Seba. My poszliśmy szybszym tempem. Było bardzo zimno i wiało. Grzesiek stanął na szczycie ok 11, a ja o 11:40. Schodząc Grzesiek spotkał mnie i dał mi termos. Zdążyłem się napić i uzupełnić wodą z bukłaka, która była już z lodem, po czym mi zamarzł bo rozlałem na niego trochę wody. Grzesiek minął Sebę i Agę na trawersie i zszedł do obozu nr 3. Kiedy ja schodziłem (ok godz. 13) spotkałem Sebę i Agę na trawersie, ale już z daleka było widać, że cos jest nie tak. Okazało się, że Seba spadł na trawersie i przekoziołkował w dół. Był oszołomiony i poobijany. Zabrałem jego plecak i zaczęliśmy wracać razem na dół. Przeszedłem z nimi do końca trawersu, po czym poszedłem szybciej do obozu po Grześka. Przyszedłem wykończony, a Grzesiek wyszedł im na przeciw. Około 16 doszli do obozu, a ja żeby nie robić tłoku w namiocie zszedłem na dół na nocleg. W obozie 2 spotkałem Michała i Janka, którzy mieli namiot "dwójkę". Stwierdziłem więc, że zejdę niżej (do jedynki), bo jest tam pusta rozbita trójka. Gdy dotarłem do Canady było ok 19:30. Odpocząłem tam i zdecydowałem, że jednak zejdę do base camp, bo jest tam bieżąca woda. Doszedłem tam ok 20:45, po drodze spotykając Krzyśka i Szuwara, którzy szli nocować do jedynki. W bazie był tylko Żaba.
11.02.2010 - Dzisiaj przenieśliśmy się do obozu nr 3 na wysokości 6000m (ponad Berlinem). Topienie śniegu, aby się nawodnić i uzupełnić nasze zapasy, na tej wysokości zajęło nam ponad 5h - przy topieniu na dwa palniki. Nocowaliśmy w 4 osoby w namiocie 2-osobowym, a było znacznie mniej miejsca, ponieważ bardzo solidnie obstawiliśmy namiot kamieniami żeby nas nie zdmuchnęło lub nie zniszczyło namiotu. Wszyscy spaliśmy na boku, a żeby się odwrócić trzeba było najpierw usiąść, a później wkomponować się w szczelinkę, która powstała miedzy śpiworami. Dowiedzieliśmy się od wyprawy argentyńskiej, że okno pogodowe utrzyma się do dwunastego lutego do popołudnia - później pogoda będzie niestabilna i wietrzna. Zaatakujemy nad ranem 12.02.
09.02.2010 - Dzisiaj zaczynamy wynosić pierwsze depozyty do obozu pierwszego, Plaza de Canada, 5080m. Ronc schodzi do Puente del Inca ze względu na słabe wyniki saturacji. Nie mamy zasięgu GSM. Pogoda jest piękna, ale w nocy wieją bardzo silne wiatry. Wychodzimy wyżej, więc nie będziemy mieli możliwości skorzystania z Internetu. Nawet z Plaza de Mulas ciężko jest wysłać wiadomość, czekaliśmy dwa dni, żeby wysłać maila. Dlatego odezwiemy się jak tylko będzie to możliwe, a na razie pozdrawiamy wszystkich:)
08.02.2010 - Po sytym śniadaniu i badaniach część grupy udała się aklimatyzacyjnie na 5000m. Pozostali zbierali siły w bazie.
07.02.2010 - Wyszliśmy z obozu Confulecia o 8 rano. Długa droga (ok. 25km) doliną Horcones dała nam się we znaki. Pogoda była w kratkę - raz padał śnieg, a za chwilę świeciło słońce. Pierwsi z ekipy do Plaza de Mulas dotarli o 15.30, a ostatni prawie o 22.00.
06.02.2010 - Około 8 rano przekroczyliśmy granice parku i dostaliśmy worki na śmieci. Do obozu Confulencia (3400m) dotarliśmy koło południa i przy bardzo silnym wietrze rozbiliśmy namiot. Przeszliśmy się aklimatyzacyjnie na wysokość 3800m, a następnie udaliśmy się do lekarza, który potwierdził nasze dobre wyniki.
05.02.2010 - Z Mendozy wyjechaliśmy o 15.30. Musieliśmy "zapłacić" za nadbagaż. Okolo 19 dojechaliśmy do Puente del Inca gdzie załatwiliśmy muły. Zdaliśmy łącznie 210kg bagażu i tutaj nocowaliśmy.
05.02.2010 - Mamy już pozwolenia. Zajęło nam to godzinę. Kupiliśmy też gaz i jedzenie i o 15.30 mamy autobus do Puente del Inca. W zależności od tego o której tam dojedziemy zdecydujemy co dalej. Humory nam dopisują chociaż jest bardzo gorąco. Właśnie opuszczamy hostel. Nie wiem jak bedzie dalej z łącznością. Na razie pozdrawiam wszystkich!!!
05.02.2010 - Niebo bezchmurne, za godzinkę śniadanie (różnica czasu wynosi 4h, jest więc 7 rano). Nocleg na dachu ze śniadaniem, dostępem do Internetu i łazienką z prysznicem kosztował 10$. Mamy też dostęp do prądu. Po śniadaniu idziemy załatwić pozwolenia, rozmienić kasę i na zakupy. Około 13 wyjeżdżamy do Puente del Inca (oddalone o ok.150km od Mendozy) i albo bedziemy nocować tam, albo pójdziemy do pierwszego obozu już na terenie parku.
04.02.2010 - Po trzynastogodzinnym locie nasza ekipa wylądowała w Santiago, Chile. Widok Andów z samolotu zapierający dech. Natomiast klimat w Santiago boski. Czekamy jeszcze na resztę ekipy, która leciała przez Miami, USA i zgubiono im dwa bagaże. Czekaliśmy około pół godziny i już wychodziliśmy z lotniska, a tu kontrol. Sprawdzano czy mamy jedzenie w plecakach (nie muszę chyba mówić, że plecaki pełne żarcia!!!) Ufff, znaleźli tylko skórkę z banana i rodzynki, reszty nie było widać na prześwietleniach:))) Ale straciliśmy dwie godziny na tłumaczenia i pisanie protokołu. Gdy jechaliśmy na dworzec zginął plecak podręczny jednego z kolegów. Najprawdopodobniej został skradziony. Do Mendozy wyjechaliśmy około 15, a na granicy z Argentyną spędziliśmy blisko 3h. Jednakże tutaj kontrol przeszła bezproblemowo dzięki niewielkiej "opłacie" za sprawną obsługę:) Na miejsce dotarliśmy ok. 23 i okazało się, że nie ma wolnych miejsc w hostelu. Zaproponowano nam za to spanie na dachu, rozłożyliśmy się więc, ale nie wyciągamy nawet śpiworów. Jest bardzo gorąco! Pozdrawiam ze słonecznej Argentyny!
29.01.2010 - Z przykrością informuję, że odpadła jedna osoba z naszej ekipy (kolega leży w szpitalu), tak więc pozostało nas dziesięcioro.
28.01.2010 - Kolejny patronat honorowy, tym razem Burmistrza Miasta Kościana

27.01.2010 - I jeszcze jeden patronat - a nawet odbyła się już audycja :). Nowym patronem jest RADIO PARADA

25.01.2010 - Będziemy sławni :) - dostaliśmy kolejne 2 patronaty medialne, pierwszy z nich to "Wiadomości Kościańskie" a drugi to Tygodnik regionalny "Gazeta Kościańska"
15.01.2010 - Kolejny patronat honorowy - dostaliśmy informację, że Prezydenta Miasta Jaworzna Paweł Silbert objął patronat nad naszą wyprawą. Mamy więc już dwa patronaty honorowe.

04.01.2010 - Nowy sponsor! Podjęliśmy współpracę z firmą Yeti (www.yeti.com.pl), która szyje dla nas ekwipunek puchowy. Czołowy lider sprzętu puchowego zaproponował nam duże zniżki na zakupy - nie mogliśmy przepuścić takiej okazji.

18.12.2009 - Dzisiaj po rozmowie z Burmistrzem Sanoka mogę powiedzieć, że wyprawa została objęta patronatem Burmistrza Miasta Sanoka Wojciecha Blecharczyka, z czego bardzo się cieszę.
13.11.2009 - Piątek trzynastego nie taki pechowy. Dzisiaj zaistnieliśmy medialnie, otóż został zrobiony krótki reportaż o naszej wyprawie w TV TOYA

Nie tyle dobrych wiadomości. Firma STOOR - producent odzieży termoaktywnej, został naszym sponsorem i mamy wyłączność na stosowanie jego odzieży :). Jest nam bardzo miło z tego powodu i serdecznie dziękujemy!

Żeby całkowicie przekreślić "magię" piątku trzynastego, dodaję, że Sklepy Horyzont (www.e-horyzont.pl) wypożyczyły nam namiot i trochę innego sprzętu do testowania, a ponadto zostały zaproponowane nam zniżki na zakupy. Jednym słowem "gites"!

30.10.2009 - Uzyskaliśmy patronat medialny TV3 Kraków!!! Również dzisiaj część ekipy mieszkająca w Łodzi i okolicach dostała świetną informację. Otóż nasz partner Wyższa Szkoła Informatyki w Łodzi umożliwia osobom z naszej ekipy przygotowanie się pod kątem kondycyjnym w swoim ośrodku Angelica , musimy tutaj dodać, że jest to za darmo za co bardzo dziękujemy.

27.10.2009 - Zostały zakupione kolejne dwa bilety (jest nas już sześcioro)!
20.10.2009 - Cztery pierwsze osoby kupiły bilety - lecimy 03.02.2010 z Warszawy do Madrytu a stamtąd do Santiago. W Santiago będziemy 03.02 o 9:35. Powrót tak samo jak przylot (25.02 z Santiago 14:05, a w Wawie będziemy 26.02 o 13:50). Witaj Chile i Argentyno!